Potop (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział XXXII strona nr 1

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Potop - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział XXXII

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


Wyszedłszy od króla szli obaj rycerze w milczeniu. Wołodyjowski mówić nie chciał, Kmicic nie mógł, bo go ból i wściekłość kąsały; przebijali się tedy przez tłumy, które się były zebrały na ulicach bardzo licznie, wskutek wieści, że pierwszy zagonik Tatarów, obiecanych przez chana królowi, nadciągnął i ma wejść do miasta, aby się zaprezentować królowi. Mały rycerz prowadził. Kmicic leciał jak błędny za nim, z kołpakiem nasuniętym na oczy, potrącając ludzi po drodze.


      Dopiero gdy wyszli na miejsce przestronniejsze, pan Michał chwycił Kmicica za przegub ręki i rzekł:


- Pomiarkuj się waść!... Desperacją nic nie wskórasz!...


- Ja nie desperuję - odrzekł Kmicic - jeno mi jego krwi potrzeba!


- Możesz być pewien, że go między nieprzyjaciółmi ojczyzny znajdziesz!


- Tym lepiej! - mówił gorączkowo pan Andrzej - ale choćbym go i w kościele znalazł...


- Dla Boga! nie bluźnij! - przerwał co prędzej mały pułkownik.


- Ten zdrajca do grzechu mnie przywodzi!


      Zamilkli na chwilę, po czym pierwszy pan Kmicic spytał:


- Gdzie on teraz jest?


- Może w Taurogach, a może i nie. Charłamp będzie lepiej wiedział.


- Chodźmy!


- Już niedaleko. Chorągiew za miastem stoi, a my tu... i Charłamp z nami.


      Wtem Kmicic począł oddychać tak ciężko jak człowiek, który pod stromą górę wchodzi.


- Słabym jeszcze okrutnie - ozwał się.


- Tym większego pomiarkowania waszmości potrzeba, ile że z takim rycerzem będziesz miał sprawę.


- Już raz miałem i ot! co mi po niej ostało.


      To rzekłszy Kmicic ukazał na pręgę w twarzy.


- Powiedzże mi waść, jako to było, bo król jegomość ledwie wspomniał.


      Pan Kmicic począł opowiadać i choć przy tym zębami zgrzytał i aż kołpaczkiem cisnął o ziemię, jednak myśl jego oderwała się od nieszczęścia i uspokoił się trochę.


- Wiedziałem, żeś waść rezolut - rzekł mały rycerz - ale żeby aż Radziwiłła spośród jego chorągwi porwać, tegom się i po waćpanu nie spodziewał.


      Tymczasem doszli do kwatery. Dwaj Skrzetuscy, pan Zagłoba, dzierżawca z Wąsoszy i Charłamp zajęci byli oglądaniem kożuszków krymskich, które handlujący Tatar przyniósł właśnie do wyboru. Charłamp, który najlepiej znał Kmicica, poznał go też od jednego rzutu oka i upuściwszy kożuszek zakrzyknął:


- Jezus Maria!


- Niech będzie imię Pańskie pochwalone! - zawołał dzierżawca z Wąsoszy.


      Lecz zanim wszyscy ochłonęli ze zdziwienia, Wołodyjowski rzekł:


- Przedstawiam waszmościom częstochowskiego Hektora i wiernego sługę królewskiego, któren za wiarę, ojczyznę i majestat krew przelewał.


      Tu, gdy zdziwienie jeszcze wzrosło, począł zacny pan Michał opowiadać z wielkim zapałem, co od króla o Kmicicowych zasługach, a od samego pana Andrzeja o porwaniu księcia Bogusława słyszał, i wreszcie tak skończył:


- Nie tylko więc nieprawda to jest, co książę Bogusław o tym kawalerze powiadał, ale przeciwnie: nie ma on większego wroga od pana Kmicica, i dlatego pannę Billewiczównę z Kiejdan wywiózł, aby w jakikolwiek sposób zemstę nad nim wywrzeć.


- I nam ten kawaler życie ocalił, i konfederackie chorągwie przed księciem wojewodą ostrzegł - zawołał pan Zagłoba.- Wobec takich zasług za nic dawne grzechy! Dla Boga! dobrze, że z tobą, panie Michale, nie sam do nas przyszedł, dobrze też, że chorągiew nasza za miastem, bo okrutna w laudańskich przeciwko niemu zawziętość, i zanimby zipnął, wprzód by go byli na szablach roznieśli.


- Witamy waszmości całym sercem, jako brata i przyszłego kommilitona ! - rzekł Jan Skrzetuski.


      Charłamp aż się za głowę brał.


- Taki się nigdy nie pogrąży! - mówił - z każdej strony wypłynie i jeszcze sławę na brzeg wyniesie!


- A nie mówiłem wam tego! - wołał Zag

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP